poniedziałek, 29 września 2014

Życiówka!

Jest wreszcie! Potwierdzenie tego, że wypracowałam sobie formę przez lato!
Wczoraj odbyła się kolejna już 37. edycja Maratonu Warszawskiego przy którym po raz drugi zorganizowano "Bieg na Piątkę".
Komentatorzy próbowali zdeklasować rangę piątki jako przyczółek do maratonu, z czym się absolutnie nie zgadzam i uważam, że jeśli ktoś jest amatorem biegania nawet nie powinien marzyć o maratonie jeśli nie biega przynajmniej 10-12 miesięcy. Piątka jest klasą w samą sobie i trzeba ją docenić.
Trasa biegu była bardzo szybka, akurat na bicie rekordów życiowych.
Trasa biegu

Profil biegu wg. Garmin'a
Bieg rozpoczynał się po stronie Praskiej tuż przed mostem Śląsko-Dąbrowskim. Pierwsze 2 km, aż do Ronda de Gauelle'a była lekko pod górę. Ale przez to, że były to pierwsze 2 km, to w ogóle nie było tego czuć. Zakręt na rondzie i z powrotem przez most na drugą stronę Warszawy i ślimakiem w dół na Wybrzeże Szczecińskie, a potem już na Stadion Narodowy.
Biegło mi się rewelacyjnie. Wszystko było tak jak zakładałam. Jedynie na ostatnich 500m, gdy już myślałam, że 22:59 jest w zasięgu, zaczęła się kolka wątrobowa. Teraz siedzę i analizuję z czego to się wzięło i nie mam pojęcia. Mimo kolki nie zwalniałam, ale przyspieszyć już nie zdołałam.
Po zakończeniu biegu po drodze do szatni pierwszy raz w życiu złapały mnie skurcze w łydce. Najpierw kulałam na prawą nogę, a potem przez to kulenie zaczęły mnie łapać skurcze w drugiej łydce. Doszłam po moje rzeczy i szybko do szatni, by nogom dać odetchnąć i się przebrać.
Bieg oczywiście wygrał Yared Shegumo.
Ostatecznie mój wynik to:

OPEN: 408/3084

K: 53/1462

K-30: brak danych

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz