Zawodowcem nie jestem, ale w pewnym stopniu uważam się za sportowca. Ważne jest dla mnie ile ważę i by robić jak najlepsze wyniki. Start w maratonie uzależniam od osiągnięcia zarówno odpowiedniej wagi jak i odpowiednich wyników na 10 km. Chciałabym ważyć 58 kg i móc przebiec 10 km w 43-45 minut. Czy to optymalne dla mnie? Realne? Nie wiem. Ale cel jest wyznaczony. Terminu jeszcze nie wyznaczyłam, bo chcę osiągać swój cel poprzez małe kroki.
Pierwszym takim małym krokiem jest zakupienie i zaznajomienie się z książką "Waga startowa" Matta Fitzgeralda.
Skupia on się głównie na zredukowaniu tkanki tłuszczowej, a nie na redukcji masy ciała. W przypadku sportowców ma to sens, bo tracąc masę ciała traci się masę mięśniową a tym samym siłę. W moim przypadku byłaby to siła biegowa niezbędna do uzyskania dobrych wyników w zawodach.
Żałuję, że nie kupiłam tej książki wcześniej. Widziałam ją już w październiku i od tej pory za mną chodziła.
Zdobyłam się na kupno dopiero po artykule w magazynie biegowym. Szkoda, że tak późno, bo przez sezon zimowy mogłam dużo osiągnąć, a tak ze względu na starty wiosenne nie do końca wiem jak zastosować. Może jak przeczytam do końca będę mądrzejsza.
Zdobyłam się na kupno dopiero po artykule w magazynie biegowym. Szkoda, że tak późno, bo przez sezon zimowy mogłam dużo osiągnąć, a tak ze względu na starty wiosenne nie do końca wiem jak zastosować. Może jak przeczytam do końca będę mądrzejsza.
W każdym razie do niedzieli pewnie nic z tym nie zrobię, a w niedzielę EKIDEN. W następną sobotę Bieg ZOO, a potem majówka. Planowałam zacząć po powrocie z majówki, ale czy majówka przeszkadza mi w realizowaniu planów? Po przemyśleniu, chyba nie, bo i tak zawsze biorę ze sobą "sprzęt" biegowy. Poza tym jadę do rodziców, więc z dietą problemu też nie będzie, bo rodzice też dbają o swoją dietę. Na szczęście. Więc postanowione!
REDUKCJA TŁUSZCZU ROZPOCZNIE SIĘ
28.04.2013!
Podoba mi się koncepcja książki, że redukowanie tłuszczu odbywa się w cyklach. Takie cykle pozwalają na wyznaczenie małych kroczków, co ułatwia dążenie do celu. Co nie jest łatwe w przypadku obecnego trybu życia. Pokusy na każdym kroku. Wiem to z własnego doświadczenia! 2 lata temu rozpoczęłam akcję odchudzania. W restrykcji wytrzymałam 2 miesiące i zrzuciłam 10 kg. Potem było tylko coraz gorzej, a apogeum nietrzymania diety właśnie osiągnęłam. I stąd próba kolejna, bo i cel jest inny. Łatwiej nie będzie tego jestem pewna. Trzeba mieć bardzo silny charakter i dużo asertywności w sobie. To jest trudne! Ale zmierzę się z tym! To jest taka sama walka z samym sobą, jak podczas biegania.
Więc pierwsze co trzeba zrobić, to założyć dzienniczek zawierający wagę, tłuszcz i wydolność organizmu. Zrobię to w niedzielę, bo będzie okazja zmierzyć się z atestowaną trasą 10 km. Plusem będzie dodatkowa motywacja (zawody), więc łatwiej będzie zrealizować zasadę 100% możliwości. Na treningach nigdy nie biegam na 100%. Trening jest treningiem i nawet nie powinnam. Na treningach zawsze trzeba zostawić sobie zapas i biega się na 90-95% możliwości w przypadku długich wybiegań tempowych (którego w zasadzie nie wykonuję w ogóle).
Żeby lepiej mi szło zakładam zeszyt. Taki najprawdziwszy zeszyt, z kartkami, liniami, marginesami i z kolorową okładką! Udowodniono bowiem, że zapisywanie manualne lepiej przyswaja wiedzę. To może ręczne zapisywanie spowoduje także lepszą kontrolę? Zobaczymy. A oto mój zeszyt:
Żeby lepiej mi szło zakładam zeszyt. Taki najprawdziwszy zeszyt, z kartkami, liniami, marginesami i z kolorową okładką! Udowodniono bowiem, że zapisywanie manualne lepiej przyswaja wiedzę. To może ręczne zapisywanie spowoduje także lepszą kontrolę? Zobaczymy. A oto mój zeszyt:


Brak komentarzy :
Prześlij komentarz