Nie ma to jak zapomnieć kluczy w domu!
Miałam iść w czwartek wieczorem na wybieganie, Już wszystko zaplanowane, umówione i ustalone. Namówiłam nawet Anusię, że nie idziemy na plac zabaw tylko szybciutko do domu, bym zdążyła zrobić obiad itp.
No i pocałowałam klamkę.
I cały wieczór u teściów. Mąż wrócił dopiero o 20:30. To nie jest dobry moment na wybieganie dla mnie, więc silne postanowienie - jutro z rana.
I dało się! Widziałam piękny wschód słońca i z radością dawno już nieodczuwaną pobiegłam 12 km.
Brak komentarzy :
Prześlij komentarz