Zbieram się, by opisać bieg i jakoś nie nadchodzi chęć, więc będzie bez natchnienia. Czyste fakty.
Przygoda z Nocną Ściemą zaczęła się jeszcze rok temu, gdy kuzyn mojego męża z marszu postanowiła przebiec, i przebieg. Z tym "z marszu" to przesadziłam, ale faktem jest, że zaczął biegać niespodziewanie i w zasadzie po to by przebiec Nocną Ściemę. Kuzyn przyznał się też, że my z mężem zainspirowaliśmy go do biegania. A ja zainspirowana jego półmaratonem obiecałam mu, że w przyszłym roku przebiegnę z nim. Choć w tedy jeszcze połówek nie biegałam w ogóle. I tak oto w tym roku Nocna Ściema stała się moją czwartą połówką. Aż sama się dziwię.
Miałam jechać z rodziną, ale życie ułożyło się inaczej. Skumulowały się zajęcia córki (balet i pasowanie na przedszkolaka, które zorganizowali w poniedziałek o 8:30! i powiadomili dosłownie 3 dni wcześniej!) i niechęć mojego męża. Wyruszyłam więc sama na nocną przygodę.
Z Warszawy wyjechałam w czwartek na noc IC sypialny, który tłuk się ponad 10 godzin. W wagonie było przyzwoicie, nawet zaskakująco elegancko. Gdyby nie cena miejscówki, która jest porównywalna z ceną noclegu w hotelu, z tą różnicą, że w hotelu przysługuje jeszcze porządne śniadanie, to bym mogła jeździć. W "pakiecie" IC miałam zestaw higieniczny, wodę 0,5l, kawę i ciasteczko a'la 7days. Zarówno toaleta jak i przedział był czysty, a obsługa miła.
Pociąg do Koszalina dotarł 40 minut opóźniony. Spać całą noc nie mogłam, a mimo to po przyjeździe i rozpakowaniu się ruszyłam na rozbieganie, by moje nogi nie zastały się. Wybrałam "bezpieczną" trasę, to jest taką, którą już znałam. Wyszło mi 6 km. Reszta piątku i cała sobota minęła mi w miłej, biesiadnej, rodzinnej atmosferze. Węgle i alkohol były w ilościach umiarkowanych - bo półmaraton.
W sobotę poszliśmy jeszcze na pasta party, gdzie spotkałam Darię, która biegła pierwszy swój maraton i była bardzo przejęta. Mimo to tryskała energią i humorem.
Po zjedzeniu porcji węgli (makaron ze szpinakiem - PYCHA) przeszliśmy się na stadion BAŁTYK, gdzie miały się rozpocząć zawody za niecałe 6 godzin. Zwiedziłyśmy także park w centrum Koszalina z kolorową fontanną.
![]() |
| Fontanna z mojego telefonu |
![]() |
| Konsternacja - to mój telefon nie ma flesza? |
![]() |
| Fontanna widoczna z telefonu Darii |
Po czym pożegnaliśmy się i wróciliśmy do domu. Z kuzynem postanowiliśmy zostawić samochód zaparkowany poza trasą maratonu, ale w pobliżu, żeby po skończonym biegu szybciutko wrócić do domu, więc drogę powrotną pokonaliśmy wzdłuż rzeczki na piechotę. Małe miasto ma tą zaletę, że widać więcej gwiazd na niebie. Był to przecudowny spacer, pogoda nam dopisywała a bezchmurne niebo odsłoniło przed nami bezkres. W takiej atmosferze dotarliśmy do domu i postanowiliśmy zdrzemnąć się przed biegiem.
Usnęłam bez problemów, choć sen był lekki i niespokojny. Obudził mnie SMS od Darii, przyszedł tuż przed moim budzikiem. Okazało się, że kuzyn nie mógł zasnąć a jak już zasnął to trzeba było wstawać. Szybko ubraliśmy się w przygotowane ciuchy i czmychnęliśmy na start. Jak wyszliśmy z bloku to stwierdziliśmy:
- jesteśmy za ciepło ubrani,
- jesteśmy spóźnieni.
Więc truchcikiem do samochodu podbiegliśmy, zdjęliśmy zbędne warstwy i biegiem na start. Taka rozgrzewka ok. 2 km przed półmaratonem raczej nie wskazana, ale cóż było zrobić?!
Dotarliśmy 10 minut przed startem, parę fotek przedstartowych z Darią (niestety bez koszulek zaBieganych, bo nie mogła je znaleźć :-( ) i już trzeba było przejść na start.
| Przed startem |
Byłam pełna obaw, gdyż nie "widziałam" biegu półmaratonu (tym bardziej maratonu) na pętlach po 5 km. Uważałam, że to nie sprzyja, bo to ciągłe mijanie i wyprzedzanie to męczy itd. Kuzyn zachęcał mnie jeszcze do bicia rekordu ze względu na nagrody. Sprawdziłam wcześniej, że z moim czasem mogę co najwyżej zająć 3 miejsce w kategorii wiekowej (przynajmniej tak było w edycji 2012 roku). Stanęłam na początku. Nie lubię tyłu stawki, gdyż mijanie kolejnych biegaczy wolniejszych ode mnie najzwyczajniej mnie denerwuje. Nie to, żebym była jakaś super szybka, ale blokowanie trasy mnie wkurza, a w biegach uliczny, gdzie jest tłum zdarza się to nagminnie. Nocna Ściema jest wyjątkowa pod tym względem, bo nie jest tak liczna, jak Półmaraton Warszawski czy Św. Mikołajów. Tak więc żadne z moich dotychczasowych doświadczeń mi się nie przydało.
Przede mną stał biegacz ze swoim przewodnikiem ok. 70 lat, który był niewidomy. Można by powiedzieć, że ściemniał podwójne. A tak na poważnie, to pobiegł pięknie (przybiegł na metę przede mną), zajął 1 miejsce w swojej kategorii i dostała wielkie owacje od biegaczy przy rozdaniu nagród. Podziwiam go bardzo, bo trzeba wielkiej determinacji by pokonać zarówno własne słabości jak i przeszkody stawiane przez społeczeństwo, by pokonać taki dystans i to w jakim tempie!
![]() |
Zaczęło się rozliczanie przed startem, przez większości biegaczy niezauważone. Zaaferowani biegiem, rozgadani ledwo zdążyli usłyszeć ostatnie liczby odliczania. Ruszyliśmy na pierwszą pętlę. Trasa raczej należała do łatwych, żadnych większych podbiegów itd - tak wynikało z rozeznania przedbiegowego. Jak się później okazało było zupełnie inaczej.
Pierwszą pętlę przebiegłam spokojnie, bez szarżowania swoim tempem. Miałam takie założenie, żeby nie zaczynać zbyt szybko, bo na 15 km umrę. Chciałabym móc, tak jak niektórzy zacząć wolno a potem przyspieszyć, ale ja tak nie umiem. Mój styl to równe tempo. Tak też było w tym biegu, co straciłam na lekkich wzniesieniach nadrabiałam na lekkich zbiegach. Te lekkie pagórki były lekkie do 3 pętli. Na czwartym stały się zmorą. Cała pętla była góra-dół, góra-dół.
Trzymałam tempo cały czas, i tak oto pierwsza pętla (najkrótsza) zajęła mi 25:58 byłam na 143 miejscu (Garmin na 5 km pokazał mi 25:40), następne były odpowiednio: 53:04 (miejsce 143), 1:21:17 (miejsce 147) i 01:49:47 (miejsce 150).
Od drugiej pętli doczepiłam się do biegacza i zaczęliśmy się na wzajem motywować i podciągać. Nadal moją bolączką są podbiegi, traciłam na nich najwięcej. Ostatnie kilometry na stadionie ledwo człapałam, kolega-biegacz czmychną a ja szurałam. 100 metrów przed metą widzę, że jakaś kobieta mnie dogania w moim wieku, więc ostatkiem sił i motywacji ( pomyślałam, że nie zabierze mi 3 miejsca w kategorii) walnęłam sprinta i dobiegłam tuż przed nią.
Po biegu musiałam poczekać na kuzyna. Dobiegł poprawiając swój czas o 20 minut! Co potwierdza, że facetom jest łatwiej. Wcale nie trenował dłużej niż w zeszły roku, zaczął jak w tedy - we wrześniu. Różnica była taka, że w miarę regularnie biegał w zimę i na wiosnę. Odpuścił latem całkiem. Mimo to poprawił się o 20 minut.
Byłam z męczona po biegu i nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Wolontariusze pomogli mi zdjąć czipa, dali folię, a ja pałętałam się po stadionie i czekałam. Napiłam się wody - w końcu. Podczas biegu napiłam się łyka na 10 km, a potem na 15 km nie mogłam się dopchać do wody. Od czasu Półmaratonu Jurajskiego nie piję izotoników podczas biegu, zraziłam się. Poza tym, uważam, że na półmaratonie zarówno odżywki jak i picie od 5 km jest zbyteczne. W moim przypadku się sprawdza.
Czekałam i czekałam, aż mi się znudziło i przeszłam się wzdłuż bieżni. Dopiero potem wpadłam na pomysł, że przecież mogę wyjść pokibicować zarówno kuzynowi, jak i Darii! nie ma to jak wyczerpanie fizyczne, nawet mózg przestaje poprawnie funkcjonować.
W ostatniej chwili zdążyłam, bo akurat kuzyn wbiegał już na stadion. Dobiegł i był trochę zły na mnie, że wcześniej nie wyszłam kibicować, bo miał kryzys od 20 km. No cóż... następnym razem.
Okazało się, że Daria go wyprzedziła i gdzieś mi śmignęła i nie zdążyłam jej pokibicować. Szybko się zebraliśmy do samochodu, po drodze udało mi się wdepnąć w gówno (ale szczęście! Spróbujcie wymyć buty biegowe z tego! Jakoś się udało ale do tej pory śmierdzi). Po drodze udało nam się spotkać z Darią i pokibicować nawet dwukrotnie!
![]() |
| Powrót do auta. |
Zastanawiałam się, czy nie lecieć jeszcze na metę by wspierać Darię, ale po umyciu się nie miałam już chęci i siły. Klapnęłam jeszcze na 2 godziny, bo o 7-ej rozdanie nagród nas czekało. Dopiero wtedy dowiedziałam się, że zajęłam 2 miejsce w kategorii! Zdziwiłam się, bo nawet nie myślałam o drugim miejscu. Sprawdziłam już - by zająć pierwsze musiałabym poprawić się o 15 minut! Jest cel na przyszły rok!
![]() |
![]() |
| Gdyby spojrzenie mogło zabić! Jednak to była męcząca noc | Nie ma to jak uśmiech dla fotoreporterów |
![]() |
![]() |
| Mój sukces | Półmaratonki |
![]() |
![]() |
| Rozdanie nagród | Nagrody i medale |












Brak komentarzy :
Prześlij komentarz